Połowę wakacji mamy już za sobą. Warto jednak spojrzeć na to z perspektywy szklanki pełnej do połowy, a nie pustej. Niech jednak ta euforia nie zaburzy Waszej czujności - a na to "czekają" wakacyjne niebezpieczeństwa


Wszystkim hasło "wakacje" kojarzy się z beztroską i udaną zabawą. Zresztą tak skonstruowana jest nasza psychika, byśmy nieprzyjemne wspomnienia mogli zakopać na dnie pamięci i dzięki temu przywoływali tylko miłe zdarzenia... W poprzednich dwóch numerach POPCORNU ostrzegaliśmy przed dwoma największymi zagrożeniami, jakie mogą Was spotkać na wakacjach (choć oczywiście nie tylko wtedy). Pisaliśmy o tym, byście uważali na pigułkę gwałtu lub inną substancję odurzającą, jaka może zostać dosypana do Waszego napoju, a także ostrzegaliśmy przed totalną, letnią beztroską i "bohaterszczyzną" jeśli chodzi o pierwszy (lub kolejny następny, acz brawurowy) kontakt z alkoholem czy narkotykami. Tym razem mamy dla Was dwie historie, które - mamy nadzieję - będą dla Was znakomitą przestrogą i pozwolą Wam nie mieć w przyszłości zgrzytów, gdy będziecie wspominać tegoroczne wakacje...
Sekty
Czas werbunków
Wszyscy znajomi rozjechali się gdzieś po Polsce, a może i po świecie, tylko Ty sam jak palec, nie wiesz, co ze sobą zrobić... A może właśnie na wakacje rzuciła Cię sympatia i wpadasz w dół tak olbrzymi, że wyciągnięcie Cię z niego graniczy z cudem? Dla ludzi werbujących do sekt jest to znakomita okazja, by uczynić Cię swoim niewolnikiem, a tym samym zniszczyć Ci życie, choć pewnie wydaje Ci się, że nie było już co niszczyć, skoro Twój świat się skończył z chwilą odejścia tej drugiej połówki. "Zaraz po tym, jak skończył się rok szkolny, zerwałam z chłopakiem. Nie chciałam jechać z nim nad morze, a on nie chciał jechać ze mną w góry. Teraz myślę, że to był tylko pretekst, żeby się rozejść. I tak się już nie dogadywaliśmy. Ale wpadłam w depresję. Nie miałam komu się wygadać, bo rodzice nigdy Sławka nie lubili i nawet jeśli chcieli mnie pocieszyć, to słabo im to wychodziło. Moja koleżanka pojechała za granicę, więc zostałam z moim dołem sama. Nagle w moim życiu pojawił się przesympatyczny Mariusz. Przysiadł się do mnie, gdy bezmyślnie wrzucałam kamyki do parkowego oczka wodnego. Zagadał mnie tak, że miałam wrażenie, że zna historię mojego życia, doskonale mnie rozumie i pozwala mi się wygadać. Wypłakałam się mu w koszulę, a on zaprosił mnie na 'bardzo ważne spotkanie'. Kiedy zaciekawiłam się, co tam będzie się działo, powiedział tajemniczo, że dowiem się wszystkiego na miejscu i że może mi zdradzić, że spotkam ludzi, którzy odtąd będą moimi najlepszymi przyjaciółmi. Kiedy przytomnie stwierdziłam, że nie wierzę w takie rzeczy, Mariusz gadał jak robot i był głuchy na moje nieśmiałe sprzeciwy. Zaczęło mi to śmierdzieć, kiedy zaczął być nieprzyjemny i niemal na siłę ciągnąć mnie na to spotkanie.
Na szczęście niedaleko przechodziła moja mama, więc miałam okazję zwiać. W innych okolicznościach nie wiem, czy w końcu bym nie uległa i nie poszła na spotkanie z osobami, które 'nigdy mnie nie zdradzą i nie pozwolą na to, bym chodziła smutna'...". Ta historia przydarzyła się naszej rozmówczyni, Ani, rok temu. Mały włos, a zostałaby zwerbowana do sekty. Eksperci próbujący walczyć ze zjawiskiem werbunku do sekt twierdzą, że owo uczestnictwo w pierwszym, "bardzo ważnym spotkaniu" stanowi kropkę nad 'i' werbunku do sekty. "Podczas tych spotkań dochodzi do takiego prania mózgu, indoktrynacji tak intensywnej i tak starannej, że osoba właśnie wprowadzona zaczyna wierzyć, że właśnie odnalazła jedyną właściwą drogę w życiu. To zdarzenie w zasadzie determinuje dalszy ciąg zdarzeń. Im bardziej osoba czuje się opuszczona, tym bardziej podatna jest na werbunkowe gadanie". A zawsze tak się składa, że do sekty wciągani są ludzie, których właśnie dotknął jakiś mały życiowy dramat. I choć może nie zdajecie sobie sprawy, to możecie być nawet wtedy obserwowani. "Sekciarze" starają się być wszędzie tam, gdzie są młodzi ludzie. Spośród nich wybierają takich, którzy sprawiają wrażenie przygnębionych, snują się bez celu - są to najłatwiejsze obiekty. Jak się przed tym ustrzec? Choć może to trudne w ciężkich chwilach, ale po prostu nie można dać się wciągnąć w "bezinteresowną" pogawędkę o Tobie, o Twoich problemach. Niestety, ludzie, którzy zajmują się wciąganiem do sekt mają znakomitą wiedzę psychologiczną i świetnie zdają sobie sprawę, że ludzie opuszczeni, zostawieni marzą najbardziej o tym, by móc się komuś wygadać. Więc jeśli "przypadkowo" dosiądzie się do Ciebie ktoś życzliwy, zachowaj czujność, nie opowiadaj mu o sobie, o tym co Cię boli, tym bardziej, że będzie Ci wmawiał, że dzięki temu bardzo Ci ulży i że oczyścisz się taką rozmową. A jeśli niestety się wygadasz, niech zapali Ci się lampka bezpieczeństwa, jeśli zostaniesz zaproszony do udziału w ważnym spotkaniu. W innym razie padniesz ofiarą psychomanipulacji - sekta będzie zawsze działać pod przykrywką grupy wsparcia, fundacji, czy grupy wyznaniowej. Bądź czujny i nie dawaj się wciągnąć w żadne spotkania, dopóki nie sprawdzisz, kim są ci ludzie. A sygnałem do tego, że jesteś właśnie werbowany do sekty niech będzie fakt, że nikt nie poda Ci dokładnej nazwy tego "stowarzyszenia", czy nazwiska założyciela.
Więcej informacji:
www.sekty.net
www.centrum.k.pl
Rajdy
Podnoszenie adrenaliny
"Odpalaj furę i pokaż mi, ile wyciągniesz" - rzucają wyzwanie rywalom amatorzy miejskich, nielegalnie organizowanych wyścigów samochodowych. O takiej "ustawce" uczestnicy najczęściej dowiadują się ze specjalnych forów internetowych, czy za pośrednictwem sms-ów. "Te gnojki nie wiedzą, że mogą kogoś zabić" - mówi mieszkaniec Warszawy, który z okien mieszkania obserwuje wyczyny małolatów. Beztrosko ścigają się po niezamkniętych dla innego ruchu ulicach, dociskają gaz do końca i przez tą adrenalinę w ogóle nie zdają sobie sprawy, że na drogę może im właśnie wyskoczyć inny samochód, albo rowerzysta. Skala tego zjawiska w miastach jest jednak nieco mniejsza niż na drogach dojazdowych - tu jest przecież większe pole do popisu i mniejsze prawdopodobieństwo, że coś wyskoczy z podporządkowanej drogi. Co nie oznacza, że takiego zagrożenia nie ma... Kto siada za kierownicę takich podrasowanych samochodów? Najczęściej młodzi ludzie, którym udało się wyciągnąć samochód od rodziców, a którzy są świeżo po odebraniu prawka jazdy. Uczestnicząc w takich wyścigach próbują poprzez swoją brawurę wyznaczyć pozycję w grupie znajomych, przyszpanować. "Znam kolesia, który ściga się, choć nie ma prawka. Pytałem się, czy nie boi się, że zostanie złapany przez policję. Powiedział, że najwyżej dostanie kolegium, a do paki go nie wsadzą, bo nie jest pełnoletni. Potem zaraz przyszło mi do głowy, że przecież może kogoś skasować przy takiej prędkości, ale podejrzewam, że on ma to gdzieś" - mówi Patryk, którego starszy brat ściga się samochodami. Na dobrą sprawę, wyścigi samochodowe - o ile zorganizowane legalnie i o ile biorą w nim udział pełnoprawni kierowcy - są świetnymi imprezami. Bardziej niebezpieczne jest to, że wybieracie się grupą znajomych nad wodę, czy dalszy wypad i nie reagujecie, kiedy za kółko wsiada szołmen, który chce się popisać, choć prawka nie ma. Inny kaliber to ci, którzy upierają się, że są w stanie prowadzić, w końcu wypili "tylko" dwa piwka i wcale im to nie zaburza koncentracji i trzeźwości oceny sytuacji na drodze. Nie chcielibyśmy w tym momencie przytaczać statystyk, bo nie liczby docierają do człowieka, a fakty - wiele wypadków wakacyjnych kończy się tragiczną śmiercią nastolatków właśnie przez alkohol i brawurę. "Wolałam wracać z dyskoteki pieszo te 10 kilometrów, niż pozwolić temu świrowi prowadzić. Wypił wódkę, popił piwem i upierał się, że da radę kierować. Swoją podróż zakończyli po 30 metrach parkując w drzewie. Kolesiowi trzeba było amputować nogę, a reszta ludzi też była pokiereszowana" - pisze "Dżasta" na forum i doda-je, że często ma okazję widzieć, jak pijani młodzi ludzie garną się do porozwożenia znajomych do domów po imprezach. Nam nie podoba się myślenie typu: "jak chce się zabić, to niech wsiada pijany za kółko, byle by tylko komuś innemu nie zrobił krzywdy". Po prostu wolelibyśmy, żebyście cenili swoje życie, a nie szarżowali chcąc komuś głupio zaimponować. Prosty test: co myślicie, jeśli usłyszycie, że w wypadku zginął czterdziestolatek? Pewnie pierwsza myśl jest taka, że przecież to młody człowiek. W jakim więc bylibyście szoku, gdybyście przeczytali o 15-latku, który skończył swoje życie na miejscu pasażera, bo pozwolił swojemu nieco starszemu koledze prowadzić po browarku piwo... A co by było, gdyby chodziło o Waszego kolegę? Albo... o Was samych? Wszystko zatem sprowadza się do odrobiny rozwagi. Dzięki temu macie szanse wspominać te wakacje w kategoriach samych pozytywów i nie musieć chować przykrych wspomnień... z tyłu czaszki. Jeśli lubicie swoich znajomych, nie pozwólcie, aby przez zwykłą głupotę ich stracić. Tak samo szanujcie własne życie...
Do zobaczenia po wakacjach!
tekst: CheEvara |